Wysokie ceny w Chorwacji to nie wina euro. Efekt cappuccino zawsze wywołują sprzedawcy
Rafał Chabasiński
Nikogo chyba nie zdziwiło, że ceny w Chorwacji z chwilą przyjęcia euro skoczyły do góry. Stało się to w większości państw, które przyjęły wspólną unijną walutę. Czyżby przyjęcie euro automatycznie oznacza drożyznę? To bardziej skomplikowane. Efekt cappuccino wcale nie ma związku z samą walutą. Winowajcami są pazerni sprzedawcy i mało przewidujące rządy.
Euro samo w sobie nie wywołuje drożyzny w krajach, które je przyjmują
Nad Wisłą niektóre środowiska śmieją się teraz z Chorwatów. Chcieli przyjmować euro? To teraz mają wysokie ceny. Rzeczywiście, przyjęcie wspólnej europejskiej waluty przyniosło znany i dobrze opisany efekt cappuccino. Chodzi o niczym nieuzasadnione podwyżki cen drobnych towarów lub usług przy okazji zmiany waluty. Nazwa tego efektu wzięła się od wzrostu cen kawy we Włoszech po przejściu z liry na euro. Wynosiły one nawet 30 proc. Wiele państw ma swoje własne nazwy dla tego zjawiska. Francuzi dostrzegli efekt bagietki, Niemcy po prostu „drogie euro”.